OCENIANIEM OGRANICZAM SIEBIE

Zauważyłam, że gdy patrzę na człowieka, to nie widzę w nim tego, kim ten człowiek jest na prawdę, tylko widzę w nim to, na co pozwalają mi moje oczy i moje ograniczenia. Gdy obserwuję zachowania innych, to nadaję im interpretację według tego co jest mi znane, według tego co podpowiada mi mój umysł. Gdy patrzę na twarz człowieka, to automatycznie wiem co on może myśleć, wiem kim on jest, ale czy na prawdę wiem? Nie wiem. Mój umysł wsadza moje myśli, moje oczekiwania, mój strach, w twarz czy w osobę tego człowieka. To co mi się wydaje, że ten człowiek myśli, jest tylko moim wydawaniem się, jest tylko tym co ja bym myślała, gdybym była tym człowiekiem. To co myślę o innym człowieku jest nieskończoną kopalnią wiedzy na temat moich własnych ograniczeń.

Czasem widzę na twarzy człowieka radość i uważam, że jest to radość fałszywa tylko dlatego, że ja bym się w takiej sytuacji nie cieszyła. Czasem widzę, jak drugi człowiek patrzy się na mnie w sposób który oceniam jako negatywny - i od razu znam wszystkie negatywne myśli tego człowieka na mój temat. Czy na prawdę są to myśli tego człowieka? Czy na prawdę widzę jego prawdziwe spojrzenie? Nie. W tym człowieku widzę to wszystko co myślę o sobie, wszystko czego się boję na swój temat. Widzę to, czego nie chciałabym by we mnie zauważył. „Negatywne” spojrzenie drugiego człowieka, jest tym co pozwala mi skontaktować się ze wszystkimi moimi negatywnymi myślami na swój własny temat.

Czasem obserwuję negatywne cechy mojego pracodawcy, widzę jego nieprofesjonalne, wręcz głupie posunięcia, widzę jego niedociągnięcia i zastanawiam się dlaczego to on jest szefem. No właśnie? Dlaczego to on jest szefem a nie ja, skoro ja widzę wszystkie jego błędy i wiem, że ja na jego pozycji, byłabym lepsza. Czy na pewno widzę tego człowieka takim jakim jest? Czy może widzę w nim to, co chcę widzieć? Może dostrzegam jego niedoskonałości tylko po to, by poczuć się lepiej? Albo może widzę w nim siebie? I jak to moje negatywne myślenie o nim wpływa na nasze relacje? Jaki to ma energetyczny wpływ na jego i moją prace?

Tak samo traktuję świat. Moimi pięcioma zmysłami zauważam świat, klasyfikuję go, definiuję, kategoryzuję, oceniam. Głównie oceniam świat za pomocą moich oczu, które widzą tylko cząstkę tego co na prawdę istnieje. Moje oczy widzą tylko to, co jest dla nich widzialne - a to tylko niewielka część tego, co na prawdę istnieje. Moje uszy słyszą tylko te dźwięki które są w stanie usłyszeć - a co z reszta dźwięków? Moje palce są w stanie dotknąć tylko to, co namacalne. Ale czy to oznacza, że to co nie namacalne nie istnieje? Kierując się moimi bardzo ograniczonymi zmysłami nazywam i oceniam świat - tak na prawdę go ograniczam – dopasowuję go, naciągam, do tego co jest mi znane.

Coś co jest wielkie, nieograniczone i nieskończone w swoim potencjale i możliwościach - ja nazywam, klasyfikuję. Ja, która potrafię zobaczyć tylko nikłą część tego co widzialne, która mogę usłyszeć tylko klika dźwięków, idę w świat i twierdzę że go znam. Patrzę na różne dziedziny życia i nie widzę ich sensu, nie widzę dla nich przyszłości. Patrzę na świat i z wielkim zdecydowaniem twierdzę że coś jest dobre, a coś innego jest złe.

To samo tyczy się możliwości i potencjału który ma w sobie świat. W niektórych rzeczach i posunięciach widzę potencjał, innym go odmawiam. Dlaczego? Czy te rzeczy, pomysły, o których decyduję że nie mają szansy na sukces – czy one na prawdę nie mają szansy na sukces? Czy po prostu nie potrafię go dostrzec poprzez mój ograniczony sposób oceniania. A może te posunięcia, o których myślę że nie mają szansy na sukces, nigdy nie będą sukcesem, bo w moim procesie oceniania tak o tym zadecydowałam?

Czy zastanawialiście się dlaczego wielcy myśliciele rzadko odnoszą sukces w biznesie? Czy zauważyliście, że część osób o których kiedyś myśleliście, że nie należą do zbyt inteligentnych, doskonale radzą sobie w dorosłym życiu - powodzi im się finansowo, założyli firmy które odnoszą sukces? Czy dzieje się tak dlatego, że oni mniej myślą a więcej działają? A może dzieje się tak dlatego, że ci myśliciele mają tak wielkie umysły które pozwalają im wynaleźć coraz to nowe i większe rzeczy których można się bać, dostrzec coraz to inne ograniczenie, które niby ma świat. Doszukują się coraz to nowych zależności, reguł, definicji – i zgadnijcie co? Definiują świat sami będąc prawie ślepi, prawie głusi.

Świat nie ma ograniczeń. To człowiek jest pełen ograniczeń. Człowiek wierzy w iluzje ograniczeń – i w imię tej iluzji ogranicza siebie i rozprzestrzenia tę iluzję, nie tylko na siebie, ale i na resztę ludzi, i na cały świat. A im większy ma umysł, większą inteligencję i zdolność wyciągania wniosków, tym większa szansa na kolejne ograniczenia.

Skoro osoba A ma partnera a osoba B nie ma, to osoba B nie ma czegoś co ma osoba A – to jest taki absurd, który w naszym społeczeństwie, wcale taki absurdalny nie jest. Przecież każdy człowiek jest doskonały. Każdy człowiek ma wszystko. Każdy człowiek może mieć wszystko. Tylko, że w naszym społeczeństwie, każdy chce być kimś innym, być każdym tylko nie sobą – bo wszędzie jest dobrze tam, gdzie nas nie ma – wszystko jest dobre, tylko nie my.